Załadunek...

Co słychać

#podprad

Za każdym razem kiedy w moim kierunku ktoś serwuje zdanie zaczynające się od “MUSISZ” z prędkością i precyzją godną Ma Longa, odbijam piłeczkę mówiąc “Nic nie muszę, wszystko mogę”.

Zgoda, obiektywnie rzecz biorąc to nieprawda. Są rzeczy, które muszę robić jeżeli chcę żyć i cała masa rzeczy, których nigdy – niezależnie od ilości pracy – nie będę w stanie zrobić. To jest jednak moja prawda. Prawda subiektywna. Wolę wierzyć w to, że wszystko mogę, niż w to, że coś muszę. To kompletnie zmienia perspektywę, czyli klucz do odczuwania szczęścia.

Nie muszę pływać.
Tym bardziej pływać ekstremalnych dystansów w otwartych wodach.
Nie muszę, ale wiem że mogę. Wiem, że jestem w stanie przepłynąć dystans, którego inni nie byliby w stanie przejść za jednym podejściem. 37 kilometrów wpław? Siur. Do zrobienia.

Nie tam należy jednak szukać przyczyn dla których to robię.

Od dziecka było dla mnie jasne, że prawdziwe skarby schowane są tam gdzie nikt nie szuka. W miejscach do których nie wiedzie żadna udeptana ścieżka i nie kieruje żadna mapa. Idąc z tłumem jedyne co napotkamy to kolejki, ścisk i kieszonkowców. Potknięcie grozi zadeptaniem a gwałtowny skok do przodu jest niemożliwy.
Tłum złożony z tysiąca ludzi nie ma tysiąca umysłów. Ma tylko jeden, umysł tłumu, który ponad wszystko ceni jednolitość.

Czytałem gdzieś-kiedyś, że człowiek wykorzystuje kilka procent możliwości swojego umysłu. W tłumie, procenty zamieniają się
w promile. Brzmi niegroźnie, a w piątkowy wieczór może nawet obiecująco… Niemniej jednak, to bardzo niebezpieczna tendencja.

To teraz krótki ale bardzo istotny fragment tego co powiedziałem
na ostatniej konferencji prasowej:

“(…) Cały ten proces, ta droga która mnie tutaj dzisiaj doprowadziła daje poczucie dumy i satysfakcji.

Nie jest to jednak łatwa droga. Żeby się na niej znaleźć musiałem porzucić nieźle zapowiadającą się karierę w renomowanej korporacji. Na pewnym etapie musiałem się zmierzyć z brakiem zrozumienia
ze strony najbliższych, którzy nie widzieli wtedy tego co widzą dziś. Musiałem się pogodzić z tym, że drogi z częścią bliskich znajomymi się rozejdą z powodu braku czasu i zmiany stylu życia. Mimo trzech poważnych operacji kolana i dramatycznego stanu zdrowia musiałem uwierzyć, że jestem w stanie wykonać tytaniczną pracę, która mnie tutaj doprowadzi. Ponad trzy tysiące przepłyniętych kilometrów, niezliczona ilość godzin. Ból, zniechęcenie, skrajne wycieńczenie organizmu, które w ostatnim czasie poskutkowało sześciodniowym pobytem w szpitalu. W skrócie, musiałem iść #podprad by być tu gdzie jestem teraz.”

A Ciebie, do miejsca w którym jesteś teraz, zaciągnął nurt czy doprowadziła siła charakteru?

#podprad

Udostępnij: