Załadunek...

Co słychać

Dzień Sportu

 

Dobre wydarzenia to takie, które
rodzą się w jednej głowie,
wiele dłoni macza w nich palce,
by jeszcze więcej serc zabiło jednym rytmie.

Taki był Dzień Sportu. Do takich wspomnień, do takich chwil
wzdycha się
póki dycha się.

Wybiegaliśmy 248 pełnych kilometrów i ponad 800 metrów. Uśmiechy towarzyszyły od startu do mety. Był pot. Chwilami kręciły się łzy. Szczęśliwe obyło się bez krwi.

I tyle pięknych ludzi dobiło z nami do Portu. Fajnie było Was zobaczyć, zbić piątkę, czasem pogadać, poklaskać. Być razem i robić coś wspólnie w dobrym celu.

Dla mnie to było fantastyczne doświadczenie. Pod każdym względem. Jasne, że masa pracy ale takiej, która od początku do końca przynosiła frajdę.
Mogło by się wydawać, że mając ze sobą doświadczenie z organizacji Dnia Marzyciela, Dzień Sportu będzie prosty. Cóż, na odpowiednim poziomie dbałości o szczegóły nic nie jest proste. Dałem z siebie ile mogłem. Taki zwyczaj. Efekty są źródłem sporej satysfakcji, a co dla mnie znacznie ważniejsze, Dzień Sportu to doświadczenie z którego płynie wiele lekcji a tym samym umożliwia stania się jeszcze lepszym w tym co kocha się robić.

Cieszę się, że unikam potknięć z przeszłości. Przykład? Tym razem wszyscy dostawali pamiątkowe foty. Prosto z drukarki, do rąk własnych.

Oczywiście nowe potknięcia były, a jakże. Tym razem energia, która unosiła się w powietrzu była tak wielka, że elektryka Portu nie udźwignęła tego. Zapamiętać, zapobiegać i dalej naprzód w obranym kierunku. Tak ja to widzę i tak właśnie robię.

Jest wiele osób dzięki, którym ten dzień był wyjątkowy.
Pierwszym, który usłyszał pomysł i powiedział „Dobre. Robimy.” Był Bartek Wojdak. Na pokładzie od jakiegoś czasu jest Ola Połubiak która panuje nad wszelkimi sytuacjami, a im goręcej się robi tym chlodaiejsza krew płynie w jej żyłach. Dziękuję Olu.

Aga Kucharska, tym razem bardziej duchem niż ciałem bo to musiało ogarnąć targi EXPO na łódzkim maratonie. Kosztowało to mnóstwo sił i było nie lada wyzwaniem z którym sobie świetnie poradziła. Aga, Ty przecież wiesz. W domu zdarza mi się słodzić – wystarczy 😉

Wolontariusze, ludzie którzy są absolutnym fundamentem każdego dużego wydarzenia. To od ich nastawienia i ich energii zależy co uczestnik zapamięta z kilku wspólnych chwil. Po raz kolejni, właśnie Ci niesamowici ludzie, wolontariusze, stanęli na wysokości zadania. Było kilka sprawdzonych weteranów (pozdrowienia dla niesamowitej rodzinki Haładynów) jak i zupełnie nowe twarze jak Klaudia, Paulina i niezastąpiony Pan Tadeusz.

Była reprezentacja Potężnych Dzików w osobach wojowniczki Aleksandry Kawęckiej i wielkiego Dawida Mikosia.

Byli przyjaciele ze szkolnych ław tacy jak Wojtek i Paweł.
Byli ludzie z dawnych czasów i niezapomnianych chwil, tacy jak Krzysztof Jankowski i Michał Kędzierski. Była korpo rodzina z głowami – Łukasz Koprowski i Michał Malski oraz Matkami, Żonami I Perełkami, czyli Małgorzata Jakubowska i Marta Malska z dzieciakami. I to jakimi, Magda Jakubowska chwilę przed swoim testem Coopera zdominowała Kids Run w swojej kategorii wiekowej. Ta gwiazda dobiegnie wysoko na nieboskłon.
A żeby się tam dostać. Do gwiazd to znaczy,
trzeba wybrać drogę, którą trud znaczy.

Była Ania Kurnatowska z synem Krystianem z naprzeciwka.
Byli ciekawi sami i świata ciekawi Kira Miler i Dominik Stanek.
Dziennikarzy i jutuberzy też się przewijali i swoje wybiegali (Krzysztof Ostanówko i Jakub Boczek)
Był Magik Mikrofonu i Wodzirej Pierwsza Klasa czyli Jakub Michalski.
Mało brakło a pojawiłby się sam Kapitan Tsubasa?
Tsubasa-Kiełbasa. A strawa jaka była?
Była szama dla wszystkich, a część co nieco wypiła (dzięki Fit Meal Catering i Supherfarm)!

No naprawdę dobrze było. A będzie jeszcze lepiej.

Tego się trzymamy i do tego dążymy!

jerzyk

P.S. Bardzo jestem ciekaw co Wam zapadło w pamięć. Z jakim obrazkiem w głowie będziecie kojarzyć Dzień Sportu, czyli dzień w którym prawdziwe dziki pobiegły dla Potężnych Dzików.

Udostępnij: