Załadunek...

Co słychać

Lekcja latania

W listopadzie 2015 r jedna z największych współczesnych gwiazd sportu ogłosiła koniec 20 letniej kariery. Zawodnik, który ma tyle samo bezgranicznych fanów co bezlitosnych krytyków poinformował wszystkich o swojej decyzji w formie listu. Adresatem listu nie były media czy kibice na całym świecie ale sport, który kocha. Sport, któremu oddał wszystko, co miał i od którego dostał wszystko, co ma teraz.

I gave you my heart
Because it came with so much more.

Od zawsze fascynowali mnie ludzie, którzy miast podążać przetartymi ścieżkami wyznaczali całkiem nowe – własne – drogi. Kobe Bryant, autor listu i jeden z najwybitniejszych koszykarzy wszechczasów, jest niewątpliwie taką postacią. Dzięki temu co napisał możemy lepiej poznać i spróbować zrozumieć człowieka ogarniętego bezgraniczną pasją (miłością? obsesją?).

I did everything for YOU
Because that’s what you do
When someone makes you feel as
Alive as you’ve made me feel.

Moim zdaniem Kobe jest szczęściarzem ale nie ze względu na sławę i pieniądze. Jego szczęście polega na tym, że w bardzo młodym wieku znalazł coś, co owładnęło jego myślami, obudziło wyobraźnię i rozpaliło wewnętrzny ogień. Na „efekt uboczny” w postaci sławy i pieniędzy zapracował sobie dzięki odwadze i konsekwencji. Odwadze by marzyć o zastaniu najlepszym koszykarzem w historii i konsekwencji w pracy nad zrealizowaniem tego marzenia.

From the moment
I started rolling my dad’s tube socks
And shooting imaginary
Game-winning shots
In the Great Western Forum
I knew one thing was real:

I fell in love with you.

Czytając słowa, które podyktowało serce zacząłem myśleć o pływaniu. W trakcie licznych rozmów na przestrzeni ostatnich dwóch lat powtarzałem, że pływanie w wodach otwartych jest moją nowo odnalezioną pasją.
No właśnie, czy tak faktycznie jest? Czy jestem gotowy na to by zaryzykować i oddać wszystko co mam nie oczekując nic w zamian? Czy moje serce podyktuje mi kiedykolwiek tak piękne słowa na końcu mojej przygody?

A love so deep I gave you my all —
From my mind & body
To my spirit & soul.

Nie podejmuje się teraz odpowiedzi na to pytanie. To i tak byłyby tylko przypuszczenia. Wiem natomiast, że nadal chcę nad sobą pracować. Pracować, by to co wczoraj było kompletną abstrakcją dzisiaj było realnym wyzwaniem. Chcę znowu poczuć się tak jak wtedy gdy na kilka dni przed przepłynięciem zatoki pływałem w Bałtyku i w jednej i tej samej chwili poczułem jak jestem kruchy i niezniszczalny zarazem. Miałem wrażenie jakby latał. Chcę latać.

:05 seconds on the clock
Ball in my hands.
5 … 4 … 3 … 2 … 1

Łodzianin przepłynie z Alcatraz do San Francisco

Adam Jerzykowski jest prawnikiem. Oprócz tego, że na co dzień przegląda stos papierów i akt, to jeszcze prowadzi aktywny tryb życia. Jest także założycielem fundacji Swim for a Dream, którą założył w lipcu 2013.

I właśnie od tego wszystko się zaczęło. Młody prawnik z Łodzi postanowił, że w przyszłym roku przepłynie ze słynnej wyspy Alcatraz na brzeg San Francisco. Wyzwaniem dla Jerzykowskiego nie będzie odległość – odcinek, który chce pokonać mierzy zaledwie 2,5 km.

Prawnik z Łodzi przepłynie z Alcatraz do San Francisco

Zawrzyjmy dżentelmeńską umowę: ja przepłynę z Alcatraz do San Francisco, a wy dacie pieniądze na chore dzieci. Nie wezmę z tego ani złotówki – mówi Adam Jerzykowski.
Młody prawnik z Łodzi Adam Jerzykowski przed dwoma laty założył fundację Swim for a Dream (SfaD), która opiera się na crowdfundingu.

Zebrał ponad 25 tysięcy złotych

Zebrał ponad 25 tysięcy złotych. I choć liczył na 10x więcej, to i tak mówi o sukcesie. Adam Jerzykowski, który – by upamiętnić dziadka i zebrać fundusze dla trzech łódzkich fundacji – w lipcu przepłynął wpław Zatokę Pucką, podsumował dziś swoją akcję. To na tę chwilę koniec projektu “Swim for a Dream”, ale nie koniec pomysłów Adama.

Adam przepłynął wpław Zatokę Pucką

Łodzianin Adam Jerzykowski przepłynął wpław Zatokę Pucką. Akcja miała na celu upamiętnienie dziadka Adama i zebranie funduszy na trzy łódzkie fundacje.

W wodzie spędził w sumie osiem godzin. 28-letni łodzianin Adam Jerzykowski wypłynął o godzinie 11.00 z helskiej plaży, a w Gdyni pojawił się po 19.00. Czekali na niego rodzice, przyjaciele i podopieczni fundacji, dla których płynął.